W zeszłym tygodniu w
końcu udało mi się dojść do siebie po chorobie. Dwa tygodnie bez ruchu to
prawdziwa katorga. Jeszcze zanim pochłonęło mnie kichanie i kasłanie,
zaplanowałam odwiedzić zaprzyjaźnione studio tańca w czasie jego dnia
otwartego. Tak też, lekko nie pewna swych sił, wyruszyłam na ulicę Miedzianą...
Free Art Fusion jest
chyba moim ulubionym studiem tańca, od wystroju po zakres zajęć, na jakie można
przyjść. Mamy do wyboru hip-hop, taniec współczesny, jazzowy i wiele innych, a
do tego nowości, takie jak zajęcia pole dance, aerial hoop, streching czy power
combo.
W trakcie dnia otwartego
'Fit and Fun' można było wypróbować różne zajęcia, a także wziąć udział w
konkursach, kupić w promocyjnych cenach akcesoria taneczne, biżuterie wielu
autorskich marek.
Poza zajęciami spędziłam
czas głównie przy stoisku bra-fittingowym sklepu Bra-Dreams. Ekipa brafitterska
pomagała dobierać staniki, uświadamiała, jak ważne jest dobre podtrzymania
biustu. Do kupna dodatkowo zachęcało to, że część pieniędzy Bra-Dreams
przekazuje na rzecz fundacji Rack’n’Roll. Dzięki nim miałam możliwość
wypróbowania modelu stanika, o którym zawsze marzyłam. Uważny czytelnik
zauważy, że to ten sam stanik którego zdjęcie widać w tym poście czyli Panache Sport GREY usztywniany fiszbinami z oddzielnymi miseczkami.
Czy ja kiedyś mówiłam, że jakiś stanik dobrze trzymał mi biust? Kłamałam. TEN stanik dopiero trzyma biust. Taki komfort i taka skuteczność w ujarzmianiu moich piersi aż nie mieści mi się w głowie. Gdybym go nie miała na sobie, nigdy bym nie uwierzyła w jego moc :-)
Czy ja kiedyś mówiłam, że jakiś stanik dobrze trzymał mi biust? Kłamałam. TEN stanik dopiero trzyma biust. Taki komfort i taka skuteczność w ujarzmianiu moich piersi aż nie mieści mi się w głowie. Gdybym go nie miała na sobie, nigdy bym nie uwierzyła w jego moc :-)
A moc była wielka, bo
wypróbowałam go w naprawdę ekstremalnych warunkach, czyli na pierwszych
zajęciach w życiu z pole dance!
Jak było? Nielekko, nie
mogłam się ruszać kolejne trzy dni, ale byłam z siebie strasznie dumna – wytrzymałam
dwie godzinne grupy, jedną po drugiej: męską i damską.
Interesujące jest to,
jak różnią się od siebie zajęcia dla mężczyzn i kobiet. Męskie skupiały się
głownie na sile i akrobatycznych pozycjach. Chłopcy, z którymi rozmawiałam
po zajęciach, byli zszokowani tym, jak to jest trudne i jak dużo pracy oraz
siły wymaga wykonanie 'najprostszej pozycji'. Na pewno po tych zajęciach
zaczęli inaczej patrzeć na dziewczyny na rurze i z szacunkiem podchodzą do
ich ciężkiej pracy.
Damskie zajęcia zawierały
dużo więcej ruchów nazwijmy to „obrotowych“, które wykorzystują nie tyle siłę,
co ruch odśrodkowy. Do pozycji takich jak na męskich zajęciach dochodzi się na
poziomie bardziej zaawansowanym. Trzeba najpierw wyrobić siłę mięśni,
szczególnie rąk.
Ten kilkugodzinny
zaledwie pobyt w FAF-ie naładował mnie pozytywną energią. Frajda
z wykonania jakiejkolwiek pozycji, o której nam się nie śniło, jest
ogromna i rekompensuje bolące mięśnie i niestety siniaki (nieuniknione na
początkowym etapie pole dance).
Mogę śmiało powiedzieć,
że wrócę na rurkę. Są to jedne z tych zajęć, które nie tylko sprawiają
frajdę, lecz kształtują ciało, a walka o każdy postęp jest tak wciągająca, że
nawet nie zauważymy, kiedy zmieni się nasza sylwetka i jak pozytywnie na nas
wpłynie taka forma treningu.
Zapewne część osób
reaguje na „taniec na rurze“ śmiechem. Powiem jedynie, SPRÓBUJCIE!
A na deser ja na pierwszych zajęciach :-)
fotografia babirecki.pl
dla freeartfusion.pl












